Historia szkoły

Szkoła naszej Babci, – czyli wszystko w czynie społecznym


Listopad 1946 roku – wieś Dąbie wraz z całą ziemią dolnośląską wraca na ojczyzny łono. Inspektor Szkolny – pan Cyba przedsięwziął pierwsze kroki zorganizowania szkoły w Dąbiu. Pracę w szkole powierzono nauczycielce pani Janinie Kawoń. Budynek szkolny uległ zniszczeniu wskutek działań wojennych. Okna nie miały szyb, brak było drzwi, pieca centralnego ogrzewania, dachówka zerwana, piwnice zalane wodą, w ścianach kilka wyrw. Na pomieszczenie dla szkoły wyznaczono świetlicę gromadzką w Dąbiu. Na strychu znaleziono kilka ławek, tablicę przywieziono z Prochowic.


Do szkoły zaczęło uczęszczać 28 dzieci, których w trakcie roku szkolnego zaczęło przybywać i na wiosnę szkoła liczyła 45 dzieci.. Nauczycielka prowadziła cztery klasy. W roku szkolnym 1947/48 szkoła została przeniesiona do Szczedrzykowic, a jej kierowniczką została pani Jadwiga Bogucka.


1 września 1948 roku szkołę obejmuje pan Stanisław Kołodziejczak. Pomimo remontu warunki w niej panują okropne. W oknach brak szyb, piec popękany, na podwórku brudy, w klasie brak siedzeń, uczniowie poprzynosili sobie krzesła z domu, a dwunastu z nich.siedzi na wiadrach odwróconych dnem do góry.


image
Pierwszy dyrektor szkoły Stanisław Kołodziejczak z wychowankami


2 listopada 1948 roku zostaje zakończony remont budynku w Dąbiu i szkoła przenosi się do niego ze Szczedrzykowic. Budynek składa się z dwóch widnych sal, oraz domu nauczyciela. Mankamentem jest źle działający piec centralnego ogrzewania, co sprawia, że przez całą zimę roku 1949 i 1950 w szkole panuje przenikliwy ziąb. Podniósł się stopień organizacyjny szkoły, która liczyła pięć klas w roku 1950 i sześć w 1951. Zatrudniono nowego nauczyciela pana Tadeusza Saheja, którego jednak wkrótce zastąpiła nauczycielka pani Janina Kołodziejczak.


Szkole doskwierał brak pomocy dydaktycznych i sprzętu sportowego. Na akademii pierwszomajowej w 1953 roku miejscowa spółdzielnia produkcyjna z wielką pompą wręczyła dzieciom piłkę, którą ufundowała w zamian za pomoc przy wykopkach i zbieraniu stonki ziemniaczanej. Szkoła organizuje wiele imprez i akademii, na przykład wizyta Dziadka Mroza, akademia z okazji rocznicy rewolucji październikowej, spotkanie z przedstawicielami wojsk radzieckich, Dzień Dziecka, Dzień Nauczyciela, a 29 stycznia 1956 roku odbyła się uroczysta zbiórka harcerska, na której wszyscy z wielką uwagą i w skupieniu odsłuchali audycji radiowej przeznaczonej dla harcerzy.


image
Szkoła przeniosła się ze Szczedrzykowic do Dąbia


Przez lata pięćdziesiąte szkoła boryka się z różnymi trudnościami, z których najdotkliwszą jest potrzeba kapitalnego remontu. Ówczesne władze nie wyrażają zgody na remont, tłumacząc się brakiem środków finansowych. Zatem 25 kwietnia 1956 roku ogólne zebranie rodziców i wszystkich mieszkańców wsi postanawia uchwalić samoopodatkowanie w kwocie po 100 zł od rodziny, aby wyremontować budynek, wygospodarować w nim dwie dodatkowe sale i realizować program siedmiu klas. Z samoopodatkowania zebrano 6000 zł, dodatkowo przez całe wakacje rodzice pracowali społecznie przy remoncie szkoły, wożąc cegłę, piasek, cement, wapno i inne materiały budowlane. Łącznie przepracowali 95 dniówek roboczych, używając 45 furmanek. Z pomocą przychodziły też dzieci. I tak do września 1956 roku naprawiono instalację centralnego ogrzewania, wstawiono piec podarowany szkole przez Gromadzką Radę Narodową w Kawicach, wygospodarowano dwie sale lekcyjne, pomieszczenie na kancelarię, gabinet na pomoce naukowe oraz mieszkanie dla kierownika szkoły.


image
Krystyna Łoza z wychowankami


W roku szkolnym 1956/57 szkoła liczyła 92 uczniów a grono pedagogiczne cztery osoby: Byli to pan Stanisław Kołodziejczak- kierownik, jego żona pani Janina i dwie nowe nauczycielki pani Kazimiera Korzeniowska i pani Krystyna Łoza. Ta pani została opiekunką chóru szkolnego. W tym czasie w szkole działał również zespół teatralny, który w swoim repertuarze miał przedstawienia „Nowe szaty króla” i „Trzewiczki szczęścia”.


image
W szkole działał zespół teatralny


W roku 1958 szkoła wzbogaciła się o wiele pomocy naukowych do fizyki, chemii, wzrosła ilość tomów w szkolnej bibliotece. W maju tego roku Komitet Rodzicielski zorganizował zabawę połączoną z loterią fantową . Fanty pozbierano we wsi – najbardziej atrakcyjnym był baran. Postawiono również strzelnicę i koło fortuny. Dochód z festynu wyniósł 5 tysięcy złotych, które przeznaczono na prezenty na Dzień Dziecka i nagrody książkowe dla najlepszych uczniów na koniec roku szkolnego. Częścią pieniędzy dofinansowano szkolną wycieczkę do Krakowa, Nowej Huty i Wieliczki.


image
Za pomoc przy wykopkach i zbieraniu stonki ziemniaczanej uczniowie dostali piłkę.


1 września 1959 roku do szkoły stawiło się 136 dzieci, a na miejsce pani Krystyny Łozy przyszła pani Anna Gielar. W następnych latach nauczyciele dopełniali starań, aby podnieść wyniki nauczania i na koniec roku szkolnego 1964/65 ilość uczniów z ocenami niedostatecznymi wynosiła 6%. Szkoła organizowała różnorodne konkursy, między innymi śpiewu, tańca, deklamacji i pięknego czytania. Na nagrody w konkursie przeznaczono dochód z zabawy karnawałowej organizowanej przez Komitet Rodzicielski, który wyniósł 1350 zł. W ogóle komitet rodzicielski w latach sześćdziesiątych działał bardzo prężnie. Dla uczczenia XX lecia Polski Ludowej naprawił stumetrowy odcinek drogi przed szkołą oraz nazwoził żużlu dookoła szkoły, likwidując grząskie błoto, które dokuczało w czasie jesiennej słoty i wiosennych roztopów oraz posadził dookoła szkoły żywopłot z grabu. Przy Komitecie Rodzicielskim powstał Komitet Czynu Społecznego do rozbudowy bazy dla szkoły ośmioklasowej. Do komitetu weszli: pan Władysław Jacheć, Jan Kaczor, Antoni Piskorowski, Józef Dębski, Stanisław Pięta, Ludwik Rajczakowski i kierownik szkoły pan Kołodziejczak. Komitet bardzo energicznie zabrał się do zbiórki funduszy na rzecz rozbudowy szkoły i wkrótce zebrał 19 tyś zł gotówki i 15 m3 kamienia. W kwietniu 1966 roku rozpoczęto budowę, jednak niełatwo było wciągnąć ludzi do pracy.


image
Uczniowie pomagali przy przenoszeniu cegieł


Przykład musiała dać szkoła. Uczniowie klas od V do VII wykopali fundamenty, pomagali ładować na wywrotkę wapno, pomagali przy załadunku i rozładunku żużlu otrzymanego z Miłkowic, przenoszeniu cegieł i niwelowaniu ziemi pochodzącej z wykopów.. Zakład Opiekuńczy - Państwowe Przedsiębiorstwo Budownictwa Rolnego w Legnicy zwiózł cegłę, a PGR Szczedrzykowice- brakujący kamień i kilkanaście przyczep traktorowych piasku. Cały rok 1966 trwały intensywne prace przy rozbudowie szkoły. Aby na tym nie ucierpiał poziom nauki w szkole, nauczyciele tak skomasowali materiał, by wszystko przerobić na czas i na koniec roku szkolnego sprawność szkoły wynosiła 95,6 %.


image
Rozbudowa szkoły w latach 66-67
image
Przy rozbudowie szkoły pomagali rodzice i uczniowie


6 maja 1967 roku nastąpiło uroczyste otwarcie rozbudowanej Szkoły Podstawowej w Dąbiu. Nowo dobudowany budynek dał szkole trzy przyjemne klasy, pokój nauczycielski oraz duży korytarz, który był wykorzystywany na salę zastępczą do wychowania fizycznego. Dobudowano nowe ubikacje, a pomieszczenia po starych, zaadaptowano na salę do zajęć praktyczno- technicznych. Dla uczczenia 25 lecia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w roku 1969 dziatwa szkolna wspólnie z nauczycielami i rodzicami w czynie społecznym ogrodziła działkę szkolną, pomalowała siatkę ogrodzeniową, zrobiła bieżnię na boisku i kilkanaście pomocy naukowych do wychowania fizycznego. Ogromną pomocą służył świetny organizator i społecznik pan Bronisław Szabat- dyrektor PGR w Szczedrzykowicach.


image
Stoją od prawej: Włodzimiera Szyposz, Anna Gielar, Janina Kołodziejczak, Stanisław Kołodziejczak. Rok 1960


Lata siedemdziesiąte to w szkole praca nad podniesieniem wyników nauczania i dbałość o zdrowie i rozwój fizyczny dzieci i młodzieży. We wrześniu 1971 roku przeprowadzono przegląd uzębienia, który wykazał zaawansowaną próchnicę u 85 % uczniów. Trzeba było coś z tym zrobić. Nauczyciele założyli specjalne zeszyty, w których odnotowywali wizytę dzieci u dentysty, który również miał obowiązek poświadczać ich obecność w gabinecie stomatologicznym w Prochowicach, oraz prowadzili szeroką profilaktykę zdrowotną. Zwrócono uwagę na pełne wykorzystanie lekcji wychowania fizycznego. W szkole odbywały się sportowe zajęcia pozalekcyjne, a zimą 1971 roku kursy kroju i szycia, w których uczestniczyło 25 dziewcząt.


Szkoła Naszej Mamy, czyli pedagogiczno – polityczne déjá vu


Rok szkolny 1973/74 przyniósł wiele wręcz rewolucyjnych zmian. W Prochowicach powstała zbiorcza szkoła gminna, a Szkoła Podstawowa w Dąbiu stała się jej filią. 12 czerwca 1973 roku pożegnano ostatnich absolwentów klasy ósmej, było ich szesnastu, a 21 czerwca klasy siódmej – tych było dziesięciu. 1 września 1973 roku szkoła stała się filialną z klasami od pierwszej do czwartej i dwoma nauczycielami. Uczniowie klas starszych, po zapewnieniu im dojazdu do Prochowic, mieli obowiązek uczęszczać do Szkoły Podstawowej nr 1 w Prochowicach. Najmłodsze dzieci przestały straszyć dwóje, czyli w tych czasach oceny niedostateczne. Decyzją władz oświatowych nie wolno było nauczycielom niepromować uczniów w klasach od I do IV. Wszyscy uczniowie tych klas na koniec roku szkolnego otrzymywali cenzurki. Było to możliwe, bo w szkole wydało się walkę szablonom. Nauczyciele mieli obowiązek szczególną troską otoczyć uczniów najsłabszych, którzy nie nadążali za kolegami z klasy. W protokołach rad pedagogicznych z tego okresu po raz pierwszy pojawia się termin „indywidualizacja nauczania”. „Pierwsze niepowodzenia szkolne wpływają bardzo ujemnie na psychikę uczniów, dlatego postanowiono skończyć z drugorocznością w klasach I-IV. W starszych klasach szkół podstawowych i średnich uczniowie będą mogli być niepromowani do następnej klasy z jedną oceną niedostateczną o ile nauczyciel uzna, że uczeń potrafi nadrobić braki. W zamysłach pedagogów nie powinno to oznaczać bynajmniej obniżenia poziomu nauczania, lecz właśnie wymagać będzie od nauczycieli większej troski o każdego ucznia, a zwłaszcza o tego najsłabszego.” Tak w protokole rady pedagogicznej zapisano 21 października 1974 roku. Dla uczniów opóźnionych w nauce stworzono klasy dające jednocześnie przygotowanie zawodowe. W całym szkolnictwie wprowadzono podział na dwa okresy. Uprościło to znacznie pracę nauczycielom, którzy mieli większą swobodę dysponowania czasem przeznaczonym na przerabianie kolejnych partii materiału. Utrapieniem zarówno uczniów, jak i nauczycieli w latach siedemdziesiątych były przeładowane programy nauczania. I w tej dziedzinie nastąpiły zmiany. Nauczyciele nie musieli się trzymać niewolniczo programu, lecz swobodnie operować nim, odrzucając wszystko to, co ich zdaniem zbędne i przestarzałe, a preferować nowości. Do domu nauczyciele mieli zadawać mniej, uczniowie klas młodszych mieli odrabiać lekcje w szkole, pod okiem nauczyciela.


image
Grono pedagogiczne ze swoimi wychowankami


Ze Szkoły Podstawowej w Dąbiu znikła wrzawa i gwar głosów dziecięcych. Ze 140 uczniów pozostało w niej 38. W roku szkolnym 1974/75 szkoła realizowała program klas I-IV. Kilka razy w tygodniu przychodziły przedszkolaki. Uczyła pani Anna Gielar i pan Stanisław Kołodziejczak. Przez kilka pierwszych tygodni było trochę narzekań na zbiorczą szkołę, ale potem wszystko wróciło do normy. Rodzice i uczniowie przyzwyczaili się do nowej sytuacji. W roku szkolnym 1976/77 w szkole uczył tylko jeden nauczyciel. Uczył wszystkie klasy od I do III oraz prowadził 9 godzinne przedszkole. Do szkoły uczęszczało 46 dzieci.


W roku szkolnym 1977/78 władze oświatowe zapowiedziały, że wkrótce zostanie wprowadzona kolejna reforma. Zgodnie z jej założeniami uczniowie, którzy w następnym roku szkolnym rozpoczną naukę w klasie pierwszej, zapoczątkują dziesięcioletnią powszechną, ogólnokształcącą szkołę średnią. W szkole została przeprowadzona specjalna rada pedagogiczna poświęcona założeniom tej reformy. A oto zapisy z księgi protokołów. „Zostanie wprowadzone obowiązkowe przedszkole, po którym dzieci będą objęte nauczaniem początkowym, obejmującym naukę czytania, pisania i rachowania. Potem rozpocznie się nauczanie systematyczne, w klasach od IV do X. W tym drugim cyklu kształcenia uczniowie, obok normalnych przedmiotów będą mieć zajęcia fakultatywne według zainteresowań i upodobań. Uczniowie wybitnie zdolni po dziesięciolatce wstąpią na wyższe uczelnie. Zdolni – na dwuletnie szkoły specjalności kierunkowej- przygotowujące do studiów technicznych, humanistycznych, medycznych. Pozostali będą podejmowali naukę w szkołach zawodowych, mocno powiązanych z zakładami pracy i zostaną robotnikami wykwalifikowanymi. Wakacje będą rozmieszczone w czasie, a uczniowie z dwójkami będą mogli przechodzić do następnej klasy. Będą obowiązywały nowe metody nauczania- pamięciowa –wykluczona. Uczeń ma rozumieć materiał i sam zdobywać wiadomości.


W klasie pierwszej wprowadzi się nowe podręczniki- z literami drukowanymi. Uczeń zdolny może w jednym roku zrobić dwie klasy. Nowy układ liniowy charakteryzował się będzie ciągłością materiału. Raz zdobyty materiał, w następnej klasie będzie tylko poszerzany i uzupełniany”. Reforma miała objąć wszystkie klasy do roku szkolnego 1985/86.Wcześniej i dzieci i nauczyciele musieli się do niej przygotować. Upowszechniono przedszkole, gdzie nauka trwała 18 godzin tygodniowo. Miało taki program, aby wyrównać poziom dzieci słabo rozwiniętych albo zaniedbanych środowiskowo. Drugim warunkiem pomyślnej realizacji reformy było przygotowanie szkół, zwłaszcza wiejskich. Takie dziesięciolatki miały powstać w Wądrożu, Miłkowie i Prochowicach. Do tej zmiany nauczyciele musieli się solidnie przygotować. Już nie wystarczało wykształcenie, którym dysponowali do tej pory. Zostali zobowiązani, do podnoszenia swoich kwalifikacji. Zaczęli uczęszczać na studia, kursy doskonalące oraz tak zwane kształcenie kierowane. Nie wszystkim przychodziło to łatwo. Pan Stanisław Kołodziejczak tak pisze o tym w swoich pamiętnikach: „Skończyłem trzyletni kurs z matematyki. Obecnie czeka mnie jeszcze trzyletnie kształcenie kierowane. Nie jest to łatwo, gdy się ma 57 lat i czuję się już tym wszystkim trochę zmęczony.”


W roku 1980 pan Stanisław Kołodziejczak, po 34 latach nieprzerwanej pracy w szkole w Dąbiu odchodzi na emeryturę, a dyrektorem zostaje pan Józef Skoczylas. W szkole, oprócz niego pracują żona pani Helena Skoczylas, oraz pan Zbigniew Stępień, pani Barbara Tokarowska (dzisiaj Czop),oraz państwo Janina i Zenon Wincentowiczowie. Przeglądając dokumentację szkoły z wczesnych lat osiemdziesiątych, a zwłaszcza protokoły rad pedagogicznych, uwagę zwracają zwłaszcza te, które poświęcone są aktualnej sytuacji politycznej. Ogłoszony stan wojenny znalazł odbicie w tematach poruszanych na radach pedagogicznych. 7 listopada 1982 r. kierownik szkoły pan Józef Skoczylas przypomniał nauczycielom przepisy stanu wojennego obowiązujące nauczycieli oraz szkoły. Przekazał informacje o zatrzymanych uczestnikach zajść ulicznych i przepisach dotyczących skazań w trybie przyspieszonym przez sądy województwa legnickiego za przestępstwa przeciwko funkcjonariuszom publicznym i przepisom stanu wojennego. A wszystko to w związku z jak zapisano w protokole„zapowiadanymi przez podziemie „Solidarność” i radio „Wolna Europa” mającymi się odbyć w dniach 10 i 11 listopada 1982 roku strajkami i demonstracjami ulicznymi”. Dyrektor szkoły, oprócz codziennych czynności dydaktycznych, wychowawczych i organizacyjnym musiał jeszcze dodatkowo „wzmocnić nadzór nad treściami i organizacją procesu nauczania”, co miało polegać na tym, aby „nauczyciele podkreślali szczególnie treści patriotyczne i wyjaśniali uczniom problemy społeczno- polityczne”. Urlopy zostały zawieszone, dyrektor miał prawo, w zależności od potrzeb szkoły zlecić każdemu pracownikowi wykonywanie zadań wykraczających poza jego obowiązki. Wzmożono dyscyplinę pracy, wprowadzono dyżury od 8 rano do 23 w nocy, a wszyscy uczniowie powinny być o godzinie 18.00 w domu. W związku z 64 rocznicą odzyskania niepodległości, nauczyciele mieli przeprowadzić lekcje „poświęcone wydarzeniom z 1918 roku i omówić wkład ZSRR w odzyskanie niepodległości w 1944r.”


image
Lekcję prowadzi Małgorzata Kozdrowska (Pawlik)


Pomimo tych groźnie dziś brzmiących wydarzeń, nauka w szkole na szczęcie odbywała się normalnym rytmem, a przedszkolaki, jak pisała jedna z nauczycielek „są zdyscyplinowane, grzeczne, od czasu do czasu trochę pohałasują, ale szybko można ich przywołać do porządku. Nie wszyscy systematycznie uczęszczają, potem mają zaległości. Nie można pracować równym frontem z całą klasą.” Nomenklatura stanu wojennego znalazła odbicie nawet w opisie zachowań przedszkolaków. Ale tak naprawdę głowy nauczycieli zaprzątały całkiem inne sprawy. Oto przykład: „Podczas zaopatrywania przedszkolaków w przybory trzeba patrzeć na przydatność w pracy. Tępym narzędziem żaden rodzic nie chciałby pracować. A niektóre przedszkolaki takie właśnie mają nożyczki – nawet papieru nie chcą ciąć, a co dopiero tworzywo. Takim narzędziem dziecko niczego się nie nauczy. Czubki nożyc muszą być okrągłe a ostrze musi dobrze przycinać”- taki zapis autorki niestety nieznanej znalazł się na luźnej kartce dołączonej do księgi protokołów rady pedagogicznej z lat 1980 – 1985.


W roku szkolnym 1983/84 powstała w szkole w ramach ZHP drużyna zuchów o wdzięcznej nazwie „Drapieżcy”. Opiekunką była pani Janina Wincentowicz. Drużyna liczyła 19 zuchów i 7 harcerzy. Dzieliła się na szóstki, na czele szóstek stali „Szóstkowi”. Szóstki miały swoje nazwy i swoje piosenki. Wychowanie zuchowe odbywało się poprzez zabawy, gry, ćwiczenia. Drużyna znała prawo zuchowe, a organizując zbiórki „odrywało się zuchów od bezmyślnego lub złego spędzania wolnego czasu oraz podsuwało się wzory dobrego kolegi (…) ucząc dzielności, uczynności, ciągłego doskonalenia się, karności i rzetelności.”


image
Małgorzata Pawlik, Zbigniew Stępień, Janina Wincentowicz


W tamtym okresie w szkole pracowali, oprócz wymienionych wcześniej nauczycieli pani Janina Wnęk, pani Bernadetta Koniarz i pani Małgorzata Skrzypek. Szkoła realizowała program klas od I do VI i oddziału przedszkolnego. Do klasy VII i VIII dzieci musiały dojeżdżać do Szkoły Podstawowej nr 1 w Prochowicach. Wiele miejsca w pracy szkoły zaczęły zajmować organizowane uroczystości szkolne i państwowe, opracowano bogaty ceremoniał szkolny. Bardzo uroczyście obchodzono rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego, pasowanie na ucznia, Dzień Nauczyciela, Dzień Dziecka a nawet Dzień Górnika. W protokołach rad pedagogicznych znajdujemy szczegółowe sprawozdania z takich uroczystości i obchodów jak: rocznica powstania Ludowego Wojska Polskiego,rocznica rewolucji październikowej, rocznica wyzwolenia Warszawy, Święto Pracy, 9 maja, Międzynarodowy Dzień Kobiet. Prowadzone były szeroko zakrojone akcje na przykład „Październik – miesiącem oszczędności,” „Kwiecień miesiącem pamięci narodowej”, Dni Oświaty, Książki i Prasy, miesiąc kultury zdrowotnej. Wiele uwagi nauczyciele poświęcali uczniom słabszym, którzy sprawiali trudności dydaktyczne i wychowawcze. W celu podniesienia wyników nauczania pedagodzy zobowiązali się dokonywać szczegółowej analizy sprawdzianów i zadań, udzielać indywidualnej pomocy uczniom słabszym, wzmóc kontrolę zeszytów ze wszystkich przedmiotów, przypilnować, aby wszystkie dzieci posiadały podręczniki i przybory szkolne, uczniów odstających kierować do poradni i stosować się do jej zaleceń i wskazówek. Szkole doskwierał brak pomocy dydaktycznych, ale nie tylko, 29 sierpnia 1986 roku rada pedagogiczna zwróciła się z wnioskiem o „przydzielenie szkole czajnika, kalkulatora, maszyny do pisania i telefonu”.


image
Obchody 40-lecia Szkoły Podstawowej w Dąbiu


1 września 1987 roku odszedł na emeryturę pan Józef Skoczylas i dyrektorem szkoły została pani Janina Wincentowicz. W tym czasie w szkole uczyli panowie Zenon Wincentowicz i Zbigniew Stępień, oraz panie Barbara Czop, Violetta Greń (obecnie Grabowska), Bernadetta Koniarz i Małgorzata Kozdrowska (obecnie Pawlik).


Na początku lat dziewięćdziesiątych szkoła przeszła kolejną zmianę organizacyjną Od 1 września 1991r. zaczęła realizować program klasy siódmej a od następnego roku – ósmej. Dzieci nie musiały dojeżdżać do Prochowic, tylko miały możliwość ukończenia szkoły podstawowej na miejscu, a potem kontynuować naukę w szkole średniej. W tym roku wprowadzono również sześciostopniową skalę ocen, która obowiązuje do dziś oraz w klasach najmłodszych ocenę opisową. Ponieważ w szkole nie było dość miejsca na naukę dla wszystkich klas jednocześnie, dzieci z pierwszej, drugiej i trzeciej zaczęły uczęszczać na drugą zmianę. Lekcje drugiej zmiany zaczynały się o wpół do pierwszej lub wpół do drugiej, a kończyły około piątej lub nawet szóstej po południu. Zimą, kiedy dzieci wracały do domu, było już ciemno. To było bardzo męczące zwłaszcza dla dzieci, które na piechotę szły do Szczedrzykowic. Szkoła starała się zapewnić uczniom jak najlepsze warunki bytowe. Od kilku lat prowadzone było dożywianie – dzieci otrzymywały gorącą zupę, którą przez wiele przywoził z Zakładów Drobiarskich w Prochowicach pan Zbigniew Stępień, a w roku 1990 i 1991 pani Mariola Piskorowska. Za posiłki trzeba było płacić, dzieci pochodzące z rodzin ubogich mogły otrzymać dofinansowanie z ośrodka pomocy społecznej. Rodzinom zaczął doskwierać niedostatek, zakłady pracy zwalniały ludzi z pracy, wszystkim w oczy zaczęło zaglądać coś nieznanego do tej pory - bezrobocie. Na zebraniu rodziców 23 kwietnia 1991r. dyrektor szkoły pani Janina Wincentowicz poinformowała, że „istnieje możliwość szkolenia w wybranym zawodzie oraz czasowego zatrudnienia osób chętnych, a osoby zainteresowane powinny zgłaszać się do ośrodka pomocy społecznej lub biura zatrudnienia.” A i sama szkoła zaczęła cierpieć niedostatki. Na tym samym zebraniu pani dyrektor poinformowała rodziców: „budżet szkoły przewidziany na 1991r. jest tak ograniczony, że nie wystarcza nawet na bieżące wydatki. Brak pieniędzy na zakup nowych krzeseł i stolików, a za świadectwo na zakończenie roku szkolnego należy wpłacać po 20 tyś zł od ucznia.” Jako ciekawostkę, warto w tym miejscu jeszcze dodać, że odpłatność na komitet rodzicielski w roku 1991 wynosiła 100 tyś zł, a składka na PZU – 50 tyś.


Rodzice, pomimo zaczynającej się biedy, spowodowanej transformacją ustrojową, pomagali szkole, jak mogli. Jak wcześniej, tak i teraz można było na nich liczyć przy drobnych remontach, takich jak malowanie klas, pokoju nauczycielskiego, sali gimnastycznej, czy remoncie szatni dla uczniów. W roku 1992 ustalono cenę zupy z 700 zł na 2200 miesięcznie, wobec tego część rodziców zrezygnowała z jej zakupu, a szkoła w zamian zobowiązała się przygotowywać herbatę. Posiłki były dzieciom wydawane w klubie rolnika, gdzie odbywały się również lekcje dla dwóch klas. W związku ze zmianami organizacyjnymi szkoły – wprowadzeniem siódmej i ósmej klasy, zmienił się profil jej działalności. Czternasto i piętnastolatkowie uczestniczyli w różnorodnych konkursach przedmiotowych, w olimpiadzie polonistycznej, konkursie ortograficznym, konkursie pięknego czytania, gorzej było z konkursem matematycznym, bo, jak odnotowano w protokole zebrania rodziców z 8 września 1993r. „na konkurs matematyczny nie zgłosili się wyznaczeni uczniowie.”


W szkole organizowano mistrzostwa w piłce ręcznej, nożnej, tenisie stołowym, a uczniowie klas od szóstej do ósmej brali udział w turnieju „Piłkarska kadra czeka.” Klasa siódma i ósma pojechała na wycieczkę rowerową do Gross Rozen i obóz wędrowny na trasie Wrocław- Kłodzko. Wytworzyła się nowa ceremonia pożegnania klasy ósmej. Wielu nauczycieli i rodziców do dziś z rozrzewnieniem wspomina te wspaniałe bale, organizowane na wzór studniówki, które rozpoczynał przepięknie tańczony przez młodzież polonez. Ech, łza się w oku kręci, ile to już lat minęło od tego czasu, kiedy sama uczyłam dzieci kroków i figur poloneza, tańczonego do wspaniałej muzyki Ogińskiego.


Nie czas jednak na sentymenty, bowiem szkołę czekała następna reforma. Najpierw personalna – 1 września 1997r. panią Janinę Wincentowicz na stanowisku dyrektora zastąpiła Urszula Pietruszkiewicz. Już od kilku lat mówiło się w okolicy, że szkołę należałoby porządnie wyremontować. Polska wchodziła do Europy, zaczynał się wiek XXI i nie wypadało, aby dzieci uczyły się w złych warunkach. Wprawdzie kilka lat wcześniej znacznie polepszono warunki dobudowując niewielki fragment, składający się z widnego korytarza, jednego pomieszczenia, zaadaptowanego na pokój nauczycielski, no i co najważniejsze z toalet z prawdziwego zdarzenia, bo do tej pory dzieci chodziły za potrzebą do wychodków stojących na zewnątrz, ale to nie rozwiązało problemu ciasnoty panującej w szkole. Dzieci z klas I-III w dalszym ciągu chodziły na drugą zmianę. Klasy czwarta i piąta uczyły się w klubie rolnika, o którym można było wszystko powiedzieć, tylko nie to, że nadawał się na salę lekcyjną. W ścianach były dziury na wylot, a zimą panował tam przenikliwy ziąb. A i klasy w budynku szkoły też przedstawiały obraz nędzy i rozpaczy. Okna pod samym sufitem, świata bożego przez nie nie było widać, na dodatek w fatalnym stanie technicznym. Pod koniec 1997 roku komisja, która badała stan budynku szkolnego stwierdziła, że grozi on zawaleniem. I miała rację- okna ledwo trzymały się futryn, na suficie i w ścianach szerokie spękania, na które strach było patrzeć, podłoga w fatalnym stanie, w dodatku nie wiadomo skąd pełno myszy, które spacerowały sobie po szkole, jak po swoim. A więc decyzja – rozbudowa Szkoły Podstawowej w Dąbiu.


image
Barbara Czop, Małgorzata Pawlik, Zenon Wincentowicz, Violetta Grabowska z uczniami


Nasza szkoła – czyli 60 lat minęło


image
Szkoła po rozbudowie otrzymała nowoczesny, atrakcyjny wygląd


Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Plany zakładały tak duży zakres robót, że szkołę trzeba było ewakuować. Dosłownie. 1 września 1998 r. szkoła została wyeksmitowana do Prochowic. Dzieci z oddziału przedszkolnego i klas I-III uczyły się w Miejskim Przedszkolu w Prochowicach, pozostałe klasy w ówczesnej Szkole Podstawowej nr 2 – dziś Gimnazjum w Prochowicach. Oczywiście Szkoła w Dąbiu mogła rozpoczynać lekcje dopiero po zakończeniu zajęć przez tamte szkoły, czyli po południu. Lekcje trwały do godziny ósmej wieczór. Został wynajęty autobus, którym cała dziatwa szkolna razem z nauczycielami była dowożona do Prochowic i odwożona powrotem do domów.. Ale na tym nie koniec. Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiedziało kolejną reformę oświaty. Szkoła podstawowa miała obejmować klasy od pierwszej do szóstej, klasy siódma i ósma do likwidacji, w zamian za to – trzyletnie gimnazjum.


Oj ciężkie czasy nastały dla naszej dzisiejszej jubilatki. Nie dość, że na wygnaniu, to jeszcze taka transformacja. Przez wszystko jednak przebrnęła. 1 września 1999 roku z powrotem przyjęła dzieci i pedagogów. Rozbudowała się, wypiękniała, odmłodniała, aż się nie chce wierzyć, że stuknęła jej sześćdziesiątka. Dzieci ciągle przychodzą do niej, wciąż na korytarzach szkolnych rozbrzmiewa, jak pisał pierwszy dyrektor tej szkoły, dziś już świętej pamięci pan Stanisław Kołodziejczak „wrzawa i gwar głosów dziecięcych”. I co dalej? Dalej to już nie historia, to jej teraźniejszość i jej przyszłość.


*Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Szkoły Podstawowej w Dąbiu